Prezydent Miasta Agata Wojda z tarczą, ale i z ostrzeżeniem. To miała być polityczna próba sił, a skończyło się na tradycyjnym, kieleckim rozdaniu kart.

Dzisiejsza sesja Rady Miasta, na której ważyły się losy wotum zaufania i absolutorium dla prezydent Agaty Wojdy, pokazała jedno: w kieleckim samorządzie matematyka rzadko bywa prosta, za to polityczny pragmatyzm ma się świetnie.
Prezydentka Kielc wyszła z tego starcia z tarczą. Wynik? 15 głosów „za” absolutorium przy braku głosów sprzeciwu. W kuluarach ratusza nikt jednak nie ma złudzeń, że ten wynik to efekt bezgranicznej miłości radnych do polityki finansowej magistratu. Sama zainteresowana nie kryła satysfakcji, podkreślając jednak trudną atmosferę, jaka w ostatnich miesiącach towarzyszyła relacjom na linii zarząd miasta – rada miasta.
Wszystko zaczęło się od debaty nad Raportem o stanie Gminy Kielce. Opozycja z Prawa i Sprawiedliwości punktowała tradycyjne kieleckie bolączki: demografię, rynek pracy oraz kwestię pożyczki konsolidacyjnej, która ma ratować miejską kasę. Przewodniczący klubu PiS, Marcin Stępniewski, przypominał z mównicy, że „Kielce należą do najbardziej zadłużonych miast na prawach powiatu w kraju”. Gdy jednak przyszło do samego głosowania nad absolutorium, klub PiS wybrał bezpieczną strategię. Cała obecna na sali ósemka radnych PiS wstrzymała się od głosu (nieobecna była Anna Jaworska-Dąbrowska), co w samorządowej pragmatyce jest czytelnym sygnałem dystansu, a nie otwartej wojny. Opozycja rzuciła jednak temat debaty społecznej:
Mieszkańcy coraz częściej wskazują potrzebę organizacji referendum w social mediach (…). Czekamy na ruch mieszkańców i jeśli będzie taka potrzeba, to ich na pewno będziemy w tym wspierać
– zapowiedział Stępniewski.
Podczas gdy w sali obrad radni przerzucali się liczbami, pod oknami trwał powrót do głośnej, kieleckiej rzeczywistości. Sesja absolutoryjna odbyła się bowiem w cieniu potężnego protestu Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Ryk klaksonów oflagowanych wozów skutecznie sparaliżował rondo przy alei IX Wieków Kielc. Ponad stu pracowników domagało się m.in. 6 milionów złotych rekompensaty za odebrane linie. W tym głośnym proteście ramię w ramię z kierowcami szedł związkowy lider Bogdan Latosiński, od lat będący w ostrym i personalnym konflikcie z obecną linią ratusza. Gdy delegacja MPK wtargnęła na salę obrad, prezydentka Wojda ucięła temat, wykluczając negocjacje w tym trybie i przypominając o potrzebie restrukturyzacji lub nawet prywatyzacji spółki.
O losach wotum zaufania zdecydowały ostatecznie głosy radnych niezrzeszonych. Do obrony prezydentki stanęło całe 10-osobowe ramie Koalicji Obywatelskiej, ale kluczowe okazały się głosy czwórki „wolnych strzelców”. Za wotum zagłosowali Dariusz Gacek, Anna Mazur-Kałuża, Natalia Rajtar oraz Monika Kowalczyk (która przeszło rok temu odeszła z KO). To oni dali Wojdzie bezpieczną większość 14 głosów. Przeciwko wotum zaufania opowiedziało się 9 osób: ośmiu radnych PiS oraz przewodniczący Rady Miasta, Maciej Jakubczyk. W głosowaniu nie uczestniczył radny niezrzeszony Maciej Bursztein).
Wynik, który był do przewidzenia, skomentował jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem przewodniczący Jakubczyk:
Cieszę się, że pani prezydent otrzyma wotum zaufania, bo teraz ucichną głosy o referendum (…). Ten straszak zostanie nam zabrany.
Absolutoryjny pasjans został ułożony, ale kieleckie problemy budżetowe, transportowe i wizerunkowe wciąż trwają. Radni dali prezydentce kredyt zaufania, ale odsetki od tego długu mogą okazać się dla ratusza wyjątkowo bolesne.
Prezydent Wojda, już po południu. napisała w mediach społecznościowych:
Dziękuję za dzisiejsze wotum zaufania. Bycie Prezydentką Kielc to ogromna odpowiedzialność i bardzo intensywny czas w moim życiu. Każdy dzień to wyzwanie, konieczność podejmowania trudnych decyzji, wyznaczania strategicznych kierunków rozwoju miasta, mierzenia się z krytyką, stresem i niestety także z hejtem.