7 sierpnia, 2020, autor: Marek Malarz

„W pierwszym kroku przejęcie klubu będzie się wiązać z wyłożeniem z miejskiego budżetu 5 mln zł. Kolejne, to odpowiedzialność za funkcjonowanie, kondycję finansową i grę w I lidze, która, nie bez powodu, przez specjalistów z branży sportowej, uznawana jest za najdroższą. Wydatki niewiele mniejsze niż w ekstraklasie, ale jednocześnie brak znacznych wpływów, np. z tytułu praw telewizyjnych”
– prognozuje radna Agata Wojda.

„W mojej ocenie to sytuacja patologiczna, kiedy z publicznych pieniędzy pokrywane zostają obce długi, a na dodatek spłacone mają zostać te, które spółka posiada w stosunku do miasta. (…) Prowadzenie klubu w pierwszej lidze może kosztować około 10 mln zł rocznie. Powiem szczerze, że nie wiem skąd wziąć takie pieniądze i jak spojrzeć w oczy mieszkańcom, którzy czekają na realizację przez samorząd naprawdę ważniejszych zadań niż pensje piłkarskie” – stwierdza radny Marcin Chłodnicki.

„Wielu przeciwników Korony przywołuje argument, że wszyscy Kielczanie składają się na fanaberię kilku tysięcy kibiców. Ten osąd jest o  tyle nietrafiony, że również wszyscy Kielczanie składają się na instytucje kultury w mieście, których koszt jest znacznie wyższy, niż środki przeznaczane na klub. Należy nadmienić, że żadna z instytucji kultury nie gromadzi co dwa tygodnie tysięcy ludzi na pojedynczych, organizowanych przez siebie wydarzeniach” – argumentuje radny Marcin Stępniewski.

„Jest wielce prawdopodobnym, że uda się uratować klub. Że w nowym sezonie Korona zagra na zapleczu ekstraklasy. Jednym z  podstawowych warunków jest odstawienie na bok laików! Także, tych którzy już dziś rozdają synekury, typując nowych członków rady nadzorczej, nowego prezesa, dyrektorów, etc. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i klub wróci pod skrzydła miasta – prezydent Bogdan Wenta nie powinien mieć żadnych skrupułów i dobrać do Korony ludzi będących daleko od polityki, ale blisko sportu oraz biznesu. Zamiast taniej jakości lokalnych polityków, dobrać menedżerów o konkretnym dorobku, z prawdziwego zdarzenia. Jeśli się tak nie stanie, klub szybko stoczy się na dno” – przewidywał 2 sierpnia, jeszcze przed sesją Rady Miasta, Maciej Cender, dziennikarz Przeglądu Sportowego.

Mądrości życzę.

Autor: MAREK MALARZ
dziennikarz, właściciel Agencji Dziennikarsko Reklamowej Limap. Twórca i swego czasu redaktor naczelny 2 tygodnika kieleckiego. Przed laty pracował, m.in. w Gazecie Wyborczej, Słowie Ludu, AGB Metro, Życiu.

21 lipca, 2020, autor: Marek Malarz

Pytanie „co z Koroną?”, „co zamierzają Niemcy?” zadają w Kielcach już chyba wszyscy. Nawet Ci, którzy na stadionie przy ulicy Ściegiennego nigdy nie byli. Czas na ostateczną odpowiedź upływa 4 sierpnia.

W momencie kiedy piszę te słowa (wtorek, 21 lipca), Krzysztof Zając, prezes zarządu Korona SA, ma już zapewne przygotowane pismo ze swoją rezygnacją i wystarczy na dokumencie wstawić tylko datę. Jednocześnie, tzw. rzutem na taśmę, chcąc ratować twarz, usilnie szuka właścicieli klubu, z którymi ponoć nie ma ostatnio kontaktu. 

Jak wiemy, do dokapitalizowania nie doszło. Do Kielc nie raczył przyjechać nikt z rodziny Hundsdorferów i przyszłość klubu rysuje się tylko i wyłącznie w czarnych barwach. A dokapitalizowanie jest niezbędne, aby pokryć zadłużenie spółki. Z moich wyliczeń wynika, iż jest to grubo ponad 8 mln, a być może nawet około 10. Na tę kwotę składają się zobowiązania wobec zawodników. Ponoć 1,5 mln złotych. Niemieckich właścicieli, którzy nie inwestują lecz pożyczają klubowi (z odsetkami, to około 6 mln) oraz wobec miasta (niecałe 1,5 mln). 

Brak spłaty zobowiązań może spowodować, że Korona nie dostanie licencji na grę w pierwszej lidze. Kolejnym etapem może być postawienie spółki w stan likwidacji. 

Prezes Zając, który zawsze karnie wykonywał dyspozycje większościowych udziałowców z Niemiec, wraz z wiceprezesem Markiem Paprockim już dawno powinni podać się do dymisji. W normalnej spółce, jeśli zarząd nie ma kontaktu z jej właścicielem, popełnia masę błędów, to rezygnuje. Co tak trzyma panów u steru klubu? 

Ale nie wspomniani panowie są dzisiaj największym problemem. Sytuacja, którą stworzyła poniedziałkowa nieobecność na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy większościowych udziałowców, to typowy pat. W takiej sytuacji nic nie może zrobić też miasto i prezydent Bogdan Wenta. Nie może, bo nie ma prawnych możliwości.

Kto uratuje więc klub? Przekonamy się wkrótce. 

Już dzisiaj jednak można zadawać pytania o organizację Korony w przyszłości. To, że przetrwa, jest pewne. Może w innej strukturze organizacyjnej, jako nowy podmiot. Pytanie brzmi: w której lidze zaczniemy rozgrywki sezonu 2020/2021.

Na koniec. Warto pamiętać, że historia z „inwestorem w Koronie” zaczyna się w momencie poszukiwań  chętnego i ostatecznej sprzedaży klubu przez byłego prezydenta Wojciecha Lubawskiego. Do dzisiaj tak naprawdę nie wiemy komu Korona została sprzedana. Mimo tego, niektórzy radni zapewniali, w trakcie kolejnych sesji Rady Miasta, o wiarygodności nowego właściciela klubu. Na jakiej podstawie?

Autor: MAREK MALARZ
dziennikarz, właściciel Agencji Dziennikarsko Reklamowej Limap. Twórca i swego czasu redaktor naczelny 2 tygodnika kieleckiego. Przed laty pracował, m.in. w Gazecie Wyborczej, Słowie Ludu, AGB Metro, Życiu.

12 czerwca, 2020, autor: Marek Malarz

„Gdy moim przyjaciołom z Europy Zachodniej opowiadam o najnowszych skandalach rządowych, które wstrząsnęły opinią publiczną w Polsce – a to, że lider partii PiS złożył nielegalnie kwiaty na grobie brata, a to że antyrządowa piosenka zniknęła ze strony internetowej pewnej stacji radiowej, że premier odwiedzając restaurację – o zgrozo – nie utrzymywał dystansu 1,5 m od swoich współbiesiadników przy stole – to spotykam się zwykle z homerycznym uśmieszkiem i reakcją w rodzaju: To mają być skandale? Gdyby Polacy wiedzieli, co dzieje się codziennie u nas!” – to słowa prof. Davida Engelsa, wybitnego intelektualisty belgijskiego, historyka, wykładowcy na Université libre de Bruxelles, głównego analityka Instytutu Zachodniego w Poznaniu, autora m.in. „ Schyłek. Kryzys Unii Europejskiej i upadek Republiki Rzymskiej”.

Słuchając całego, przyznam długiego, wywodu pomyślałem on ma rację mówiąc: „jak bardzo złe mniemanie o sobie samych i o polityce swego kraju mają moi nowi polscy współobywatele. To niebywałe, jak bardzo pielęgnowane jest tutaj – i to zarówno po stronie rządowej, jak i opozycyjnej – to wręcz fundamentalne przekonanie, że w Polsce wszystko musi być zawsze brzydsze i gorsze niż na tym mitycznym „Zachodzie”.

I chwilę później, nie szukam przyczyny dlaczego, przyszły mi na myśl zbliżające się wybory prezydenckie. Oczami wyobraźni ujrzałem głosujących, świadomych podejmowanych decyzji, skutków głosowania na takiego, czy innego kandydata, odrzucających emocje, kierujących się pragmatyzmem, czyli  potrafiących dokonać oceny konkretnej sytuacji, a następnie realnie dostrzec jej wady i zalety, nie głosujących „przeciw”, lecz „za”. Nie szukających, kto ma szansę, lecz głosujących zgodnie ze swoim przekonaniem. Wyborców potrafiących rzetelnie ocenić zdolności kandydata do współpracy z rządem, Sejmem, Senatem, do podejmowania samodzielnych decyzji. Wiedzących jaką wizję Polski ma, o ile ma, kandydat. Zdających sobie sprawę ze skutków swojego wyboru. 

Ech… Rozmarzyłem się…

Autor: Marek Malarz, dziennikarz, właściciel Agencji Dziennikarsko Reklamowej Limap. Twórca i swego czasu redaktor naczelny 2 tygodnika kieleckiego. Przed laty pracował, m.in. w Gazecie Wyborczej, Słowie Ludu, AGB Metro, Życiu. Współpracował/uje z dużymi kieleckimi i warszawskimi firmami – dla których m.in. negocjował/uje, sprzedawał/aje i promował/uje.