Na dobry początek: Geometria pamięci i Kielce „pod sznur”

29 kwietnia, 2026, autor: oprac. red.

Z Ryszardem Biskupem o II uzupełnionym wydaniu książki „Ze sztambucha i raptularza, czyli ocalić od zapomnienia. Kielce 1950-2000” rozmawia Marek Malarz.

o-starych-Kielcach-Ryszard-Biskup
Ryszard Biskup
Fot. archiwum

W moim felietonie sprzed tygodnia napisałem, że ocalasz świat, który zdążyliśmy już zadeptać. Porównałem Twój warsztat do centrowania szprych u Kafara i widzę, że w tym nowym wydaniu każda z nich idealnie gra. Ale spójrzmy na te nowe filary. Dołożyłeś do swojego intymnego raptularza potężne kieleckie legendy – teksty:  „Semafor w górę!”,  „Legenda zza torów”. Czy czułeś, że ten Twój podwórkowy świat potrzebuje właśnie takiej oprawy? To ramy, które nadają kieleckim wspomnieniom należny im prestiż?

Doskonale wiesz, że miasto to nie jest tylko mgła sentymentów i ulotne, powidokowe wzruszenia. To jest twardy, chropowaty grunt pod nogami.  „Legenda zza torów”  o WSP „Społem” to nie jest dla mnie tylko kolejna historia o „zakładzie pracy” – to jest metafizyczna opowieść o naszej kieleckiej dumie. To był nasz tlen, dowód na to, że potrafimy tworzyć rzeczy światowe, absolutnie niepowtarzalne, tutaj, we własnej dolinie. Kolej, ten „Semafor w górę!”, to z kolei symbol naszej jedynej wtedy, cokolwiek naiwnej transcendencji – obietnica, że świat nie kończy się na peronie, że za horyzontem jest jakaś inna, mityczna wręcz „dalej”. Te instytucje to są punkty stałe. Niezależnie od tego, jakie wiatry wiały tam „na górze”, tu, na dole, ten nasz kielecki, genetyczny wręcz upór kazał nam robić swoje, rzetelnie i pod sznur. Bez nich ta nasza Atlantyda po prostu by nie istniała.

Właśnie, robić swoje. W rozdziale  „Pieniądz w cieniu kieleckich kamienic”  piszesz o bankach jak o marmurowych, niedostępnych pałacach, w których nasza duma zderzała się z wielkim światem. I ten „Szał kieleckiego sześcianu”. Pokazujesz, że nawet w tamtych szarych, cokolwiek siermiężnych czasach były „świątynie marzeń”. Czy skreślenie szóstki w “Totku” nie było wtedy najczystszą formą magii?

Trafiłeś w dziesiątkę, choć to określenie cokolwiek zbyt nowoczesne. Ten kielecki „sześcian” Totolotka to był nasz Graal, metafizyka zamknięta w małej budce na rogu. Tam nie szło się tylko po pieniądze – tam szło się po nadzieję, że kapryśny los może zostać odmieniony jednym ruchem długopisu. A banki? Te marmury przy Sienkiewiczu dawały nam poczucie powagi, szacunku do własnego trudu. Nobilituję te miejsca, bo dzisiejszy świat jest wirtualny, bezwonny i przezroczysty, a tamte Kielce miały zapach musztardy, dymu z parowozu i tego specyficznego, dławiącego dreszczu emocji przy okienku. To był nasz fundament, szorstki jak wapienna skała na Kadzielni, ale nasz własny, absolutnie niezbywalny.

No i to Twoje słynne „nie wiem”, „wydaje mi się”. Piszesz we wstępie:  „Wiem, że znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że było inaczej. Że kamienica miała inny kolor, a brama stała w innym miejscu. I ja na to czekam!”. To prowokacja czy manifest wolności od terroru suchych dat?

Niech twierdzą! Ja na to czekam z utęsknieniem! To jest właśnie potęga sztambucha – on ma prowokować do pamiętania, ma drażnić, ma uwierać. Jeśli ktoś powie: „Biskup błądzi, bo ta brama miała inny odcień”, to znaczy, że go dotknąłem, że on też zaczął gorączkowo ocalać swój kawałek tamtego świata. Moje „nie wiem” to nie jest niewiedza, to jest zaproszenie do wspólnej podróży. Jeśli ja mu wpiszę suchą, martwą datę z archiwum, to ta historia w tej samej sekundzie przestanie oddychać, stanie się eksponatem pod szkłem. Sztambuch musi mieć swoje luki, musi migotać i filować, bo tak działa ludzka pamięć. Nobilituję kieleckie podwórko, a tam nikt nie nosił w kieszeni kalendarza, tylko kromkę chleba od Gajkowej i marzenia. Każdy ma prawo do własnej Atlantydy. Ja tylko daję do niej mapę.

Ale miasto to nie tylko mury. W wydaniu II dopisałeś więcej o „Herosach od siedmiu boleści”. Ocalasz postacie, które miasto skazało na niebyt. Tych wszystkich niebieskich ptaków, zapomnianych artystów…

Wyczułeś to bezbłędnie. Nobilituję kieleckie podwórko, bo tam każdy – od jaśnie pana adwokata po cichego dozorcę – był częścią tej samej, dzikiej i nieokiełznanej prerii. Ci moi herosi, ci bohemowi rozbitkowie, to są te najważniejsze, najmocniejsze szprychy w kole, o którym pisałeś w felietonie. Bez nich Kielce byłyby tylko rzędem bezdusznych, betonowych klocków. Ja ich dopisuję, bo oni mieli odwagę być „jacyś”, nawet jeśli to bycie „jakimś” bywało tragiczne. To jest ta „niespodziewana czułość”, o której wspomniałeś w felietonie. Bo pod tą naszą szorstką skórą bije serce, które pamięta każdą twarz z  „Kieleckiego corso”.

Im dłużej o tym rozmawiamy, tym bardziej dociera do mnie, że Ty nam wystawiasz certyfikat istnienia. W świecie, w którym wszystko jest do skasowania jednym kliknięciem, Twój „Sztambuch” to jest kielecki bunkier pamięci. Boję się tylko, że młodzi przejdą po tym  „Moście pokoleń”, nawet nie patrząc w dół.

Może i przejdą w pośpiechu, może i nie spojrzą dziś, zagonieni w swoim cyfrowym kieracie, ale ten fundament pod ich stopami będzie już siedział twardo i pewnie. Jak kiedyś poczują, że ten ich świat jest pusty i jałowy jak wydmuszka, to wrócą tutaj. Wrócą do tego słoika majonezu, do huku pociągu zza torów i do mroku w „Satelicie”. Wrócą, bo tam jest zapisane ich zbiorowe DNA. Myśmy tę robotę wykonali najlepiej, jak potrafiliśmy, rzetelnie i pod sznur. Teraz to już nie jest mój raptularz. To jest ich dziedzictwo.

Wycentrowałeś to koło idealnie. Widzimy się 22 maja na premierze. I chyba mogę zaprosić do przedsprzedaży?

Oczywiście, że zapraszam.

Od redakcji:

Ryszard-Biskup-II-wydanie-książki

Trwa przedsprzedaż nowej książki o starych Kielcach.

Jak zapewnia Ryszard Biskup, warto dołączyć do przedsprzedaży już teraz. Zyskujemy:

  • Gwarancję egzemplarza  – pierwsze wydanie zniknęło bardzo szybko. Teraz nakład też jest ograniczony.
  • Cenę przedsprzedażową  – 59 zł  (po premierze cena wyniesie 69 zł).
  • Osobisty akcent  – autor podpisze się i wpisze dedykację w każdym egzemplarzu zamówionym w przedsprzedaży. 
  • Prosty odbiór w sercu miasta  – książki będą do odbioru w dniu premiery (22 maja) w kieleckiej Mediatece – Poczytalni na dVoRcu. Dopiero później trafią do księgarń.

 

JAK ZAMÓWIĆ? 

Telefonicznie:  zadzwoń pod numer  +48 798 534 252 

SMS:  wyślij swój adres e-mail na numer  +48 798 534 252

Oficjalna premiera książki „Ze sztambucha i raptularza, czyli ocalić od zapomnienia. Kielce 1950-2000. Dopisane na marginesie, czyli wydanie II, uzupełnione” odbędzie się 22 maja br.  

Patronat medialny nad książką objął „2 tygodnik kielecki”.

Zobacz także:

Ryszard Biskup w mroku „Satelity”