Spacerkiem po mieście: W cieniu parkowych kasztanów

10 czerwca, 2022, autor: Ryszard Biskup

Oaza zieleni między ruchliwymi ulicami. Położona jakby lekko na uboczu, traktowana nieco po macoszemu, wciśnięta jak kolanem między Zamkową, Jana Pawła i Ogrodową…

Wytyczona na przestrzał smukła niczym piękna panienka aleja kasztanowców i bujne zagajniki po lewej i prawej stronie tego traktu.    Malowniczy, jakby żywcem przeniesiony w to miejsce ze średniowiecznej warowni, krenelaż zwieńczony romantyczną basztą – sami diabli wiedzą dlaczego i z jakiego powodu nazywaną powszechnie „Plotkarką”. Rezydencja naczelnika powiatu z odległych carskich czasów, potem znowu promenada spacerowej alei. Od jednej do drugiej ulicy. Przytulony do skarpy, zamknięty betonowym mostem akwen. Ani staw ani sadzawka. Ot płytka kałuża, oczko wodne w kształcie nerki i tyle. Jeszcze godne uwagi przechodnia dwa pomniki ku pamięci i chwale, jedna statua i znowu dwie, no może ostatecznie nawet trzy, bo przecież w aneksie, ale już za leniwą niczym pańszczyźniany chłop rzeką zamienioną jarzmem w zwyczajny kanał, ustawiono w 1975 roku kolejną, plenerową rzeźbę. Kielecki park miejski…

Tak na prawdę, na serio – chociaż od samego początku traktowany jako miejsce wytchnienia, ogólnie dostępny publicznie ogród – to tylko ośrodek szkoleniowy dla studentów pierwszej polskiej szkoły technicznej – Szkoły Akademiczno-Górniczej. Założonej w Kielcach przez uczonego księdza i geologa Stanisława Staszica. Drzewa jakie nasadzono w tym miejscu dawały – co absolutnie zrozumiałe i oczywiste – przyjemny cień w czasie letnich upałów, ale pozwalały przyszłym bergmajstrom, sztygarom, zawiadowcom kopalń poznać właściwości statyczne drewna. Okrąglaki stosowano – i zresztą nadal się przecież używa – w górnictwie do obudowy chodników, szybów, utwardzania wydłubanych w skałach sztolni.   

W archiwalnych i z lekka pożółkłych papierach, kto ciekawy, odszuka zapisaną pod datą 1818 rok, wzmiankę, że akurat wytyczono w ogrodzie główną aleję i siatkę rozchodzących się promieniście dróżek i utwardzonym kruszywem ścieżek. Gdy po ośmiu latach uczelnie przeniesiono administracyjnie z prowincjonalnego miasta    w bardziej prestiżowe miejsce bo do Warszawy, kielecki ogród zamienił się w 1830 roku w otwarty dla szerokiej publiczności park. Zamiłowany do ładu i porządku naczelnik powiatu wydał stosowane dyspozycje i teren ogrodzono eleganckim murem z metalowymi sztachetami, a z kamieniołomu w Tumlinie zjechały bloki czerwonego piaskowca, które zostały ustawione jako pylony głównej bramy. Wszystko zaprojektowali raz dwa trzej kieleccy, zatrudnieni do tego dzieła przez carską zwierzchność architekci: Wilhelm Giersz, Karol Meyzer i Aleksander Dunin-Borkowski.    Jakiś czas później do Kielc trafiła jeszcze wywieziona ze skasowanego akurat przez Rosjan klasztoru cystersów kamienna figura Jana Nepomucena. Jak wie każdy czeski święty jest nie tylko patronem tajemnicy spowiedzi, ale także dobrej przeprawy przez rzeki i potoki więc statuę ustawiono na lewym brzegu stawu, pod konarami płaczącej wierzby. Podobno mieszkańcy miasta i zakonnicy znad rzeczki Brzeźnica od czasu do czasu domagają się od ludzi znad brzegu Silnicy, by święty w birecie i komży wrócił w miejsce z którego został eksmitowany, czyli do Jędrzejowa, ale czy to aby na pewno prawda?

Za to na początku dwudziestego wieku jesienią, przy głównej alei pojawił się w samym centrum    specjalnie zaprojektowanej glorietty pomnik innego, jak najbardziej zasłużonego dla rozwoju miasta duchownego. We wrześniu 1906 roku spory tłum gapiów uczestniczył w uroczystości odsłonięcia pierwszego w Polsce pomnika księdza Stanisława Staszica. Jak to często w Kielcach bywało, bywa – a mam niepłonną nadzieję, że i zawsze będzie – doszło do skandalu. Zlecenie na wykonanie rzeźby uczonego otrzymał Stanisław Szpakowski, który ze zlecenia wywiązał się najlepiej jak mógł. Zaprojektował bowiem żeliwny posąg odlany w giserni w zakładach białogońskich. Gdy popiersie osadzono na cokole okazało się, że proporcje są nie takie i pomnik jest co nieco karykaturalny. Poprawić swojego dzieła ambitny architekt już nie mógł. Po dwóch latach popiersie w parku zmieniono na inne, kamienne. Rzeźbę Staszica wykuł, ku wyraźnemu zadowoleniu ówczesnego gubernatora Borysa      Aleksandra Ozierowa, zupełnie kto inny. Zaraz po odzyskaniu niepodległości księdza, który uczenie opisał bogactwa mineralne Gór Świętokrzyskich i doprowadził do uruchomienia odlewni w Białogonie, uhonorowano kolejny raz nadając całemu kompleksowi parku imię właśnie Stanisława Staszica. Kto miał o tej nomenklaturze pamiętać, ten i wiedział, ale pamięć ( zwłaszcza zbiorowa) była ulotna jak dym z taniego papierosa. W 1953 roku zwołano w Kielcach sesję naukową, której codą i uroczystym zwieńczeniem była uroczystość odsłonięcia w parku kolejnego pomnika. Swoje popiersie otrzymał tym razem Stefan Żeromski. Rzeźba Stanisława Sikory kielczanom do gustu nie przypadła. Podobnie jak propozycja profesora Kazimierza Wyki, żeby cały park nosił imię autora „Syzyfowych prac”. Uczonemu poloniście wytłumaczono, że park w Kielcach akurat patrona już od dawna posiada.

Autor: Ryszard Biskup
Kielczanin, dziennikarz, fotoreporter, podróżnik, regionalista i historyk. Przez ponad ćwierć wieku związany z dziennikiem „Słowo Ludu”. Laureat kilkudziesięciu dziennikarskich konkursów. Od wielu lat przewodnik turystyczny oraz licencjonowany pilot wycieczek zagranicznych. Autor wielu artykułów naukowych i książek.